Wakacje marzeń według redakcji RiE World

Lato. Czas urlopów, wycieczek, kąpieli wodnych i tych słonecznych. Czas, na który z niecierpliwością czekają dzieci, młodzież i studenci, bo oznacza przyjemną rozłąkę ze szkolnymi i uczelnianymi obowiązkami. A jak my, dorosłe już kobiety, lubimy spędzać te letnie, wolne od pracy dni?

Wybieramy wygodny hotel z opcją all inclusive, czy może pole namiotowe i lokalną kuchnię? Jak wyglądały i wyglądają nasze wakacje marzeń, opowie redakcja RiE World.

sylwetki2

 

 

2

Jako prawdziwy Strzelec podróże mam zapisane w swoim DNA. Odkąd pamiętam odbywałam wycieczki dalekie i bliskie. Przez to, że miałam słabe zdrowie już w czasach podstawówki potrafiłam wyjeżdżać na 3 miesiące do sanatorium, bez opieki rodziców. Wtedy nauczyłam się smakować każdą chwilę i  szczerze zachwycać się miejscami, w których przebywałam. Gdy Aneta zapytała mnie o wakacje marzeń, ciężko było mi się zdecydować. Pamiętam wakacje w Zakopanem z siostrą i rodzicami, festiwale metalowe w Czechach, gdzie spałam w namiocie i odkrywałam lokalne trunki, podróż poślubną, która spędziliśmy w Tunezji, czy proste wakacje spędzone w domu, gdzie z siostrą jadłyśmy czereśnie na okrągło, oglądałyśmy kino niezależne i jeździłyśmy na rowerach. Wszystkie są niezapomniane… ale najbardziej dla mnie wzruszające i emocjonalne były ostatnie wakacje z rodzinką. Gdy mój synek po raz pierwszy zobaczył morze… to było coś!

 

 

Gdy zamykam oczy i pomyślę o najlepszych wakacjach, to przed oczami mam Solinę, jezioro położone w Bieszczadach. To w miejscowości Polańczyk, na polu namiotowym, spędzałam 2 tygodnie przez pięć lat z rzędu, przez cały okres studiów. To najbardziej zwariowany czas, wypełniony muzyką, wędrówkami po górach, moczeniem stóp w jeziorze i blaskiem wieczornego ogniska. To wtedy rodziły się i pogłębiały przyjaźnie i znajomości „na całe życie”. Teraz gdy jestem mamą, a moje dziecko jest wciąż małe, odpuszczam chwilowo pola namiotowe. Nadal jednak bardziej niż all linclusive, pociąga mnie samodzielne odkrywanie nowych miejsc i smakowanie lokalnych specjałów. W tym roku przed nami Węgry, a w kolejnym powrót do słonecznej Italii, którą podobnie jak Paulina, kocham.

 

 

Jestem typem domatora, najchętniej zaszywam się pod kocem z dobrą lekturą. Jednak kocham także podróżować, poznawać nowe kraje i kulturę. Dlatego najlepsze wakacje mojego życia to podróż poślubna do Włoch. Italia, kolebka renesansu, dostarczyła mi niezapomnianych wrażeń. Podróż ta była niczym uczta dla moich zmysłów: wzroku – ze względu na piękne widoki, węchu i smaku – z powodu nieziemskich potraw, słuchu – melodyjny język oczarowuje i niczym muzyka zapada w pamięci. Poza tym to była podróż poślubna, więc samo przez się już mówi, że ta wyprawa musiała być niezwykła.

 

 

Moje najlepsze wakacje to te, podczas których spotykam się z przyjaciółmi. Słońce, zapach letniej łąki, wyjadanie jagód prosto z krzaka i babskie rozmowy o wszystkim.  To też zwykle siedzenie na huśtawce u rodziców i podziwianie nocnego nieba. Tak naprawdę każde wakacje z tym mi się kojarzą. Niezależnie od tego, czy gdzieś wyjechałam czy nie – najlepiej czuje się wśród natury.

 

 

Moje najbardziej wspaniałe wspomnienia z wakacji wiążą się z ostatnim wyjazdem do Tunezji. Co prawda byłam bez rodziny, ale ten kraj na tyle mnie zaskoczył swoimi bajkowymi widokami, lokalnymi smakami oraz gościnnością, że cały czas czuję pozytywną energię tego wyjazdu. Najbardziej wspominam lunch, na wzgórzu miasteczka Sidi Bou Said w przepięknej willi z widokiem na bało – niebieskie dachy i hipnotyzujące lazurowe morze. Do tego dobrze schłodzone białe, lokalne wino i rozpływające się w ustach melony. Bajka.​

 

 

Moje cudowne wakacje spędziłam na Ibizie, były to pierwsze, za które mogłam sama zapłacić. Cały rok ciężko pracowałam i nawet nie miałam czasu zastanowić się nad wyborem, dlatego kupiłam wyjazd last minute. Ibiza okazała się moim miejscem na ziemi. Gorące powietrze, przezroczysta woda i palmy. Wypoczywałam tak jak lubię najbardziej – aktywnie i na słońcu, próbując lokalnej kuchni. Jeździliśmy na skuterach po całej wyspie, odkrywając dzikie plaże i zabytki. Widziałam niesamowite widoki, szukałam ręcznie robionych unikatowych przedmiotów na bazarach Hipisów. Życie na tej wyspie bardzo by mi odpowiadało, gdyby ktoś zaproponował mi tam przeprowadzkę.

 

 

Tak daleka, mi tak bliska. Dominikana. Tu właśnie spędziłam rajskie wakacje, zasmakowałam egzotyki, spełniłam dziecięce marzenie o pływaniu z delfinami na otwartym oceanie, tu poznałam zew przygody, którą zapamietam na zawsze. Cudownie złoty piach, krystaliczne wody, obłędenie smakujące kokosy, które dają moc na cały upalny dzień. Klimat błogostanu i wolności. Ilekroć pomyślę o wakacjach – wracam do tamtych karaibskich chwil. I ludzi – przyjaznych, pogodnych, noszących słońce w sobie. Dwa tygodnie spędzone na Dominikanie rozbudziły moje podróżnicze zmysły na zawsze. Tu chcę wracać, tu mogłabym żyć.

sylwetki8

 

 

5

Od dzieciństwa wakacje zawsze kojarzą mi się z podróżami. Nawet  zwykły weekend ojciec potrafił przekształcić w mini wakacje, pakując nas do samochodu i zabierając nas na odkrywanie nowych miejsc. Mama natomiast nigdy nie zapominała zapakować książki. Czytając mi Juliusza Verne’a „Dzieci kapitana Granta”, nieraz pod wpływem jej melodyjnego głosu, zwykła wycieczka w karpackie góry przeistaczała się w kolorową i egzotyczną przygodę. To dzięki rodzicom mam serce podróżnika-odkrywcy wiecznie szukającego przygód. Skarbu jeszcze nie odnalazłam , ale zawsze przywożę ze sobą przygodę lub dwie, które można będzie opowiedzieć przy ognisku. Ostatnio dość często wspominam podróż do Petry, Jordania. To był istny wyjazd w stylu przygód Indiany Jonesa. Ale po więcej szczegółów zapraszam na ognisko.

zdjęcia* 1

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *