Rozpoczęcie sezonu biegowego 2017

Nie wiem, czy pamiętacie mój tekst Slow life…Slow running, w którym mówię o moim podejściu do biegania a także planowania treningów i startów. Niewiele zmieniło się w tej kwestii. Wciąż jeszcze nie dojrzałam do „planów treningowych”, które wiążą się z określoną liczbą treningów w tygodniu, na ustalone przez trenera dystanse i odpowiednio dobrane tempa. Niezmiennie na pierwszym planie są frajda z biegania i drużynowa idea. Czyli, na luzie, bez spinania się. Obserwuję jednak postępy biegowych znajomych i czasem myślę sobie, że może kiedyś?..

Jednego jestem natomiast pewna. Bez biegania trudno byłoby mi w tej chwili funkcjonować. Upewniłam się w tym, gdy przewrotny los zakpił ze mnie, zmieniając moje – przecież i tak skromne – plany startowe.

Pierwszy raz na linii startu oraz mety, stanęłam 28.02.2016, na Biegu Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Marzyło mi się otwarcie sezonu 2017 tym samym biegiem, i tym samym pełne zamknięcie dwunastomiesięcznego okresu startowego. Tak się jednak nie stało, gdyż  mnie i moją rodzinę dopadła grypa, na 1,5 tygodnia przed planowanym biegiem. Do ostatniej chwili liczyłam na to, że dojdę do siebie na tyle, by dać radę zmierzyć się z trasą. Jednak zdrowy rozsądek, i troska moich bliskich, przesądziły o tym, że zrezygnowałam…

Rozpoczęcie sezonu biegowego 2017

Na szczęście, tydzień później w Suchedniowie odbył się III Bieg Kobiet, a ja czułam się już na tyle dobrze, że mogłam wziąć udział w imprezie. I zdecydowanie odżyłam! Sam fakt, że wreszcie opuściłam „koszary” i mogłam ruszyć do boju z rozleniwionym ciałem, był wystarczającą motywacją. Dodatkowo, suchedniowski bieg kobiet okazał się na tyle uzdrawiającym doświadczeniem, że następnego dnia nie odczuwałam już żadnych skutków niedawno przebytej choroby. W stwierdzeniu dotyczącym prozdrowotnego odziaływania imprezy nie ma z resztą żadnej przesady, bowiem poza zabawą, wspomnianej akcji, przyświecał też inny cel. Zebrane w tym dniu panie, mogły wykonać bezpłatne badania cytologiczne oraz mammograficzne, a hasło przyświecające wydarzeniu brzmiało „Nie cyckamy się z rakiem”. Organizatorzy – Stowarzyszenie Siebiega – połączyli więc przyjemne z pożytecznym.

Trasa była przyjemna, chociaż nie tak miła dla oka jak ta z suchedniowskiego Biegu Powstańców Styczniowych. Brak urzekających piękna widoków, rekompensował barwny tłum pań, ubranych w kolorowe spódniczki, przebranych za bajkowe postacie, z wplecionymi we włosy kwiatami.

Na mecie, czekali na nas nasi organizatorzy biegu, z pięknymi medalami oraz goździkami. W ten sposób symbolicznie nawiązali do Święta Kobiet, które miało miejsce trzy dni potem.

Bardzo cieszę się, że mogłam być częścią tej fajnej zabawy, a już dziś nieśmiało myślę o kolejnych startach. Najwięcej będzie działo się w maju, bo w planach mam chyba trzy czy cztery biegowe imprezy. Swoim nowym zwyczajem, nie nastawiam się jednak na nic  bardzo mocno, bo chcę uniknąć rozczarowań. Jeśli uda się wystartować we wszystkich wydarzeniach, to fajnie, jeśli nie to…jak nie w tym, to w następnym roku. Warto zawsze pamiętać , że nawet jeśli coś w danym momencie wydaje się być wydarzeniem największej wagi, w rocznej, czy dłuższej perspektywie czasu, nieco traci na znaczeniu. Może więc nie warto tak bardzo się przejmować?

FOT-1

zdjęcia* Patryk Ptak

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *