Mini randka z Wrocławiem

Wiosna, perfumy i wiatr całuje policzki,

Kto z Was uwieczni ten poranny moment w kronice?..

Za oknem już zdecydowanie nie pachnie wiosną, ale za każdym razem jak wychodzę o poranku z domu i przechadzam się uliczkami budzącego się miasta, słowa tej subtelnej poezji same przychodzą mi do głowy. Kiepski ze mnie tłumacz, bo te dwie linijki u góry zupełnie nie przekazują tej wiosennej lekkości i mojego zauroczenia otoczeniem, które po prostu płynie w słowach po ukraińsku. Co czuję jak nucę sobie te linijki w głowie? Zapach bzu, szum starych tramwajów, długie i leniwe promyki słońca gdzie nie gdzie przebijające się przez stare kamienice, mokrą od porannej rosy kostkę, uśmiech budzącego się miasta odbity na twarzy przypadkowego przechodnia.

Czy można być zakochanym w… mieście?  O, tak! Ja jestem zauroczona w swoim po uszy. A dokładnie w każdym ze swoich miast. W rodzinnym Lwowie, w „sweet home” Chicago i teraz w statecznej Warszawie. Każde z nich przemawia do mnie swoją poezją. Lubię być z nimi w samotności, bawić się razem w dobrym towarzystwie, a czasem zabierać samą siebie na… randkę. Randkę z miastem.

Niedawny wyjazd z Lizą Taste do Wrocławia, przypomniał mi o Lwowie. Spacerując po wrocławskim rynku miałam przez chwilę wrażenie, że wróciłam do domu. I nie dlatego, że wizualnie miasta są podobne. Przypomniał mi się sam akt beztroskiego spacerowania z lekkością w nogach i z głową w chmurach. Przypomniały mi się też słowa mojej nauczycielki wychowania fizycznego: „Nie patrzymy pod nogi, mierzymy wysoko. Nie tylko będziecie miały piękną postawę, ale w końcu zauważycie architektoniczne perełki swego miasta.”. Od tego czasu zauważanie piękna w codzienności nie jest już dla mnie ciężkim zadaniem.

Ten spacer po Wrocławiu podrzucił mi pomysł na nową rubrykę dla RiE World. Rubrykę, w której będziemy przypominać Wam, dlaczego warto kochać swoje miasto. Każdego miesiąca będziemy wybierać jedno z miast na randkę. Spacerować do woli jego uliczkami, zwiedzać muzea czy galerie. Próbować nowych smaków w przytulnych restauracjach. Bo kto jak nie turyści najlepiej wypatrują skarbów, których nie potrafimy zauważyć pod własnym nosem.

A dlatego że pobyt we Wrocławiu był tak inspirujący, postanowiłam opowiedzieć Wam trochę o miejscach które odwiedziłam i narobić Wam na nich smaka.

Zapraszam na mini randkę z Wrocławiem…

ART HOTEL

Mówią, jak się wyśpisz tak spędzisz dzień, a szczególnie w podróży. Bardzo się cieszę, że podczas tego pobytu we Wrocławiu zatrzymałam się w Art Hotelu. Jego właścicieli nie mogli dobrać bardziej trafnej nazwy. Art Hotel to wyjątkowy punkt na kulturalnej mapie Wrocławia. Malowniczy zakątek w sercu miasta, gdzie historia i twórcza pasja przenikają się wzajemnie i tworzą wyjątkowy klimat wnętrz hotelowych. Niepowtarzalne pokoje, zabytkowe schody, tajemniczy ogród, każdy element hotelu jest przemyślany i zaskakuje urokiem. Dla takiego wzrokowca jak ja nie można było wymyślić lepszego miejsca.

Często zapominamy, że hotel pewni role naszego domu poza domem. Tak dokładnie czułam się w Art Hotelu, jak w domu. Ale jak mogło być inaczej, kiedy w pokoju znajdujesz starannie dobraną bibliotekę.

Budynek Art Hotelu położony jest w zwartej zabudowie staromiejskiej i składa się z odrestaurowanych zabytkowych kamienic. To hotel z duszą. Ciepłą, troszeczkę tajemniczą i bardzo gościnną. Personel Art Hotelu tworzy niezapomnianą atmosferę, dba o komfort i zapewnia najwyższy poziom usług.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje restauracja Art Hotelu. Bo nic nie oddaje lepiej charakteru miasta niż jego kuchnia. Bogata tradycja kulinarna Wrocławia powstała dzięki wpływom różnych kultur i narodowości. Menu Art Hotelu to inspirująca podróż po bogactwie dawnych smaków.

NANAN PATISERY 

Cudowny, różowy świat eklerów i wszystkiego “nanan”. Dla nieświadomych podpowiem: słowa nanan w języku francuskim używa się do określenia czegoś co jest wyjątkowo pyszne.

Już planując wyjazd do Wrocławia, wiedziałam, że muszę zrobić miejsce w grafiku co najmniej na jednego eklerka. Plotki o nowo otwartej cukierni Nanan cukierni błyskawicznie dotarły do stolicy i skusiły wszystkich food hunterów i hedonistów do wskoczenia jak najprędzej do Pendolino.

Wrocławska cukiernia owinięta w różowy welur, oferuje nowe zaskakujące smaki co tydzień. Monoporcyjne desery niczym biżuteria powstają pod pilnym okiem Justyny Kawiak, absolwentki La Cordon Bleu, zdobywającą doświadczenie m.in. w londyńskim Ritzu. A Basia Migdał-Bobrowska dba o atmosferę lokalu i jego gości. Zgrany duet, wyjątkowy produkt i piękne wnętrze projektu Buck Studio zainspirowane flagowym produktem cukierni, czyli eklerkiem przyciąga coraz więcej oddanych klientów. Po prostu, c’est du nanan!

Zaczarowana urokiem Wrocławia, obiecałam sobie na kolejną, tym razem dłuższą wizytę. W końcu przyjemności, tak jak eklery powinno się dozować!

zdjęcia* RiE 

zdjęcia* 3, 5 – Art Hotel

1 Komentarz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *